Święta Joanna szlachtuzów

Bertolt Brecht ukazuje w „Świętej Joannie szlachtuzów” mechanizmy wiążące kapitalizm, państwo i religię. Cykliczne kryzysy, jakie nawiedzają gospodarkę, przyczyniają się do wzrastającego rozwarstwienia społecznego, spychają ludzi ubogich w przepaść coraz większego upokorzenia, a klasę średnią pozbawiają kontroli nad państwem. Kryzysy te nie są wywoływane przez „niewidzialną rękę rynku”, a raczej przez konkretnych ludzi, przez ich konkretne błędy. Częściej — przez ich konkretną chciwość. Są również źródłem cierpienia konkretnych ludzi, którzy, aby sobie z nim poradzić, sięgają po dwa dość oczywiste środki: wiarę i nienawiść. Ilustruje to fabuła dramatu: oto w amerykańskim mieście Chicago trwa walka między biznesmenami o prymat na rynku mięsnym. Walka ta prowadzi do poważnego kryzysu, który wymusza masowe zwolnienia robotników. Zdezorientowani, pozbawieni środków do życia ludzie wychodzą na ulice. Wśród nich znajduje się również tytułowa Joanna, młodziutka idealistka z imieniem Boga na ustach. Bohaterka, walcząc o lepszy los dla robotników, przechodzi coś na kształt inicjacji w dorosłość, a jej spotkanie z bossem rynku mięsnego — Pierpontem Maulerem — skutkuje dziwną fascynacją.
„Święta Joanna szlachtuzów” to przede wszystkim historia rewolucji, która przegrała wszystkie swoje ideały. Brecht przewrotnie obwinia za tę sytuację miłość. W zbydlęconym świecie nie ma dla niej miejsca, jedynie pogrąża zdezorientowanych bohaterów. Świat Brechta to rzeczywistość pełna antagonizmów, gdzie świadomość jednostki ogranicza jej przynależność do konkretnej klasy. Między klasami zaś wciąż trwa utajona wojna, zarówno ekonomiczna jak i światopoglądowa, czego dobrym przykładem jest najnowsza historia Polski. Twórcy nie odżegnują się od konieczności komentowania obecnych wydarzeń politycznych, jednak chcą nadać im szerszy, globalny kontekst. Stworzenie mechanizmów obronnych wobec rozwarstwienia ekonomicznego wydaje się najbardziej palącą kwestią naszej współczesności. Czy pomoże nam w tym Brecht?

 

Spektakl z możliwością tłumaczenia na Polski Język Migowy – prosimy o kontakt z Biurem Obsługi Widowni tel. 62 760 53 10 e-mail bow@teatr.kalisz.pl

Recenzje

Dawno nie widziałam spektaklu tak spójnego i jednorodnego stylistycznie. Uderza przede wszystkim przemyślana w szczegółach koncepcja reżyserska Wojtka Klemma, wsparta bardzo dobrymi rozwiązaniami dramaturgicznymi (Tomasz Cymerman) i znakomitą choreografią Anny Krysiak„.
Wielkie brawa należą się Dominikowi Strycharskiemu za muzykę, której rytm doskonale odpowiada emocjom na scenie, Julii Strycharskiej za pomysłowe kostiumy, Maschy Mazur za scenografię – wielkie rzeźnickie noże zwisające z góry, rozbudzają wyobraźnie widza, są przy tym niezwykle funkcjonalne. Scena żyje zmianami napięcia dramatycznego, ruchem, rytmem i światłem. Wszystkie role prowadzone są bardzo dobrze, odnosi się wrażenie, jakby aktorzy podążając za wskazówkami reżysera i dramaturga, odnaleźli istotę każdej z granych przez siebie postaci„.
Do diabła z rewolucją Iwona Torbicka
www.kulturaupodstaw.pl

Sprawiedliwie należy jednak podkreślić, że jest to mimo wszystko dobry spektakl, zapadający w pamięci i zrealizowany z dużym rozmachem i pomysłem. W kaliskim teatrze zyskuje także dzięki surowej, nieprzyjaznej scenografii. Na wysokości zadania stanęli aktorzy. Jacek Jackowicz bryluje na scenie jako cyniczny kaznodzieja. W takiej roli dawno go nie widzieliśmy – jest groźny, bezwzględny, wyrachowany. Ewa Kibler i Małgorzata Kałędkiewicz-Pawłowska udowadniają z kolei, ile można wycisnąć z pozornie niewielkiej, drugoplanowej roli i zachwycić widzów”.
Telewizja nie pokaże tej rewolucji. Został nam teatr? Mirosława Zybura
„Ziemia Kaliska” nr 8/2016

Godne polecenia są również aktorskie kreacje (co najmniej kilka)„.
Święta Joanna szlachtuzów Witold Torbiarczyk
www.kopernik.kalisz.pl