Michał Wierzbicki 
Wszystko będzie dobrze
WIROKIRO OFF THEATER 

Tragifarsa w jednym akcie. Silos ludzkich namiętności w konwencji punk fiction. Mouline Rouge i Love Story na tle krwawych porachunków w bezwzględnej walce o priorytety. Likantropia i szaleństwo. Taniec. Mroczne variete jako dynamiczny głos w sprawie posłannictwa kultury masowej.

Reżyseria i opracowanie muzyczne
Michał Wierzbicki

 


Obsada

Zbigniew Antoniewicz
Arkadiusz Cyran
Aleksander Janiszewski
Remigiusz Jankowski
Ignacy Lewandowski
Wojciech Masacz
Szymon Mysłakowski
Dariusz Sosiński
Cornelius Wirokiro


Premiera
Kwiecień 2005

Czas trwania spektaklu
80 minut

Scena Kameralna
Recenzje

Recenzja

Załóżmy, że Don Vito Corleone wcale nie urodził się na Sycylii, ale w pewnym postkomunistycznym kraju. Załóżmy, że – obok swoich najbliższych – kocha rosyjski rock. Dalej wszystko się już zgadza: Rodzina podporządkowuje sobie miasteczko. Za biały proszek, dosypywany także dzieciom do kanapek, kupuje sobie i miejscowego Dyrektora Teatru, i Księdza Prałata. To naprawdę żaden problem. Cała ta gromada do perfekcji opanowała pozytywne myślenie; zawsze, niezależnie od sytuacji „wszystko będzie dobrze”.

W ostateczności można wyciągnąć spluwę. W ten sposób da się wiele załatwić.

W przedstawieniu nikt nie jest tym, za kogo się podaje, a świętoszkowatość triumfuje na przemian z paranoją. Scena po scenie rozwijają się w zabójczym tempie „songów” Leningradu, wywrotowo zestawianych z bardziej romantycznymi melodiami. Jako komentarz pojawia się też Mozartowska Lacrimosa, choć jej użycie w tym kontekście nie ma oczywiście nic wspólnego ze wzruszeniem. Świat zilustrowany na dołączonym obrazku i tak niewiele to obchodzi.

Konkluzja? Spektakl nie potrzebuje scenografii, przestrzeń doskonale organizują rozwiązania choreograficzne, ale bez muzyki nie istnieje. Najlepszym na to dowodem niech będzie fakt, że wśród fanów przedstawienia pojawiły się już osoby, które najchętniej bawiłyby się przy tej „ścieżce dźwiękowej”.

W klimat parodii świetnie wpisują się aktorzy: Dariusz Sosiński, Wojciech Masacz, Szymon Mysłakowski i Remigiusz Jankowski, któremu, bez jednego wypowiedzianego słowa, udało się wykreować postać. Jest jeszcze tajemnicza Wioleta z ładnymi nogami…

Spektakl, tak jak pierwszą produkcję Wirokiro off Theater sprzed dwóch lat, firmuje Michał Wierzbicki. Choć niewykluczone, że bocian. Nadęte ptaszydło (lalka na sprężynie) siedzi z boku sceny, a to co ma do powiedzenia nie pozostawia wątpliwości – jesteśmy w kabarecie. Ani politycznym, ani „moralnego niepokoju”. To nawet nie świat w krzywym zwierciadle. Po prostu wielka zgrywa.
Anna Tabaka, "Życie Kalisza", 2005-04-13

Recenzja

Muzycznym leitmotivem spektaklu jest jeden z przebojów legendarnej grupy rockowej „Leningrad”. Tego typu konotacji kulturowych czy też odwołań do pewnych stereotypów, związanych z naszym Wielkim Bratem ze Wschodu, można zresztą znaleźć więcej w tym przedstawieniu.

To sceniczna opowieść o mafijnej rodzince, która prosperuje całkiem nieźle handlując narkotykami, a jednocześnie cieszy się ogólnym szacunkiem m.in. dzięki sowitym datkom dla księdza prałata i sponsorowaniu wydarzeń artystycznych. A tym co wyróżnia tę banalną opowiastkę, jest forma scenicznej narracji, którą można określić jako teatralny żart, wykorzystujący elementy karykatury, parodii, trawestacji, groteski itp. – a najbliższy chyba jest pospolitej burleski.

Michał Wierzbicki, który wyreżyserował ów spektakl a także opracował scenariusz i muzykę, umiejętnie żongluje nie tylko konwencjami teatralnymi, ale również cytatami czy aluzjami do znanych wątków, motywów czy wręcz sytuacji scenicznych, utrwalonych w tradycji zarówno teatralnej jak i filmowej. Spektakl, którego jednym z atutów jest strona wizualna, zbudował praktycznie z niczego. Nie ma tu dekoracji, wyszukanych kostiumów, nawet kolorów. Podobnie jak w starych, czarno – białych niemych filmach, liczy się tu głównie mimika i gest, a także sytuacja i klimat. Jednym z piękniejszych fragmentów widowiska są intermedia pantomimiczno-baletowe, wystylizowane na wzór klasycznych musicali, aczkolwiek przefiltrowane też przez doświadczenia dużej klasy kabaretów.

Reżyser niezwykle sprawnie prowadzi to całe widowisko, bezkolizyjnie sterując na niewielkiej scenie dość liczną 8-osobową grupą aktorów, którzy radzą sobie na ogół nieźle z wcale niełatwymi zadaniami. Zarówno stara gwardia, sprawdzona już w komediach i farsach, jak i aktorska młodzież. Prawdziwą rewelacją jest jednak Remigiusz Jankowski jako goryl bossa mafijnej rodziny, który potrafił z tej niemej roli stworzyć bardzo konsekwentną i wyrazistą kreację.
Bożena Szal-Truszkowska, "Ziemia Kaliska", 2005-04-07